Futbolski napisał(a):Widziałem wszystkie mecze Realu z Barcą z tego zakończonego już sezonu i na pewno nie było tak, że Real w jakimkolwiek spotkaniu grał z pasją przez "całe 90"; "a nawet 120 minut". Jeżeli wspominasz finał Copa del Rey, to o ile pierwsza połowa była pod dyktando Realu, druga już całkowicie należała do Barcy. Poza tym ten finał zakończył się zwycięstwem 1:0 dla Realu i to po dogrywce - Real nie grał pięknie w tym meczu. A ta Barca potrafiła w ciągu 90 minut wygrać, i to zachowując swój styl, piękną grę, z United aż 3:1.
Nie wiem dlaczego mi o tym piszesz. Muszę Ci coś wyjaśnić. Nie zaprzeczałem kto kiedy był lepszy, nie pisałem jak to Real się pięknie prezentował. Także nie rozumie.
Futbolski napisał(a):Właśnie chodzi o to, by w meczach z najlepszymi pokazywać te wartości, jakie się chce, aby były własną domeną. Jeżeli United ma grać z Arsenalem czy Chelsea brzydko, a innych deklasować, to to nie jest moje marzenie i na pewno nie będzie tworzyć to legendy wielkiego United pod wodzą nowego trenera. Po prostu zmierzam do tego, by pokonywać Barcelonę - zdaniem wielu najlepszą drużynę w historii (szanuję to zdanie) - jej własną bronią. Taki zespół dopiero by przeszedł do historii!
Nie. Chodzi o to, aby wygrywać. Wygrywać, Wygrywać. Wygrywać. Powiem Ci, że tak też da się przejść do historii. A jak ? Zdobywając masę pucharów. Mam wrażenie, że wszyscy myślą iż Mourinho zagrałby "antyfutbol" ( przecież taka definicja nie istnieje ) z każdym silniejszym zespołem. A gówno prawda. Wszyscy dobrze wiemy, iż ostatnimi laty trzeba szukać czegoś bardziej wyszukanego przystępując od spotkania z Porceloną i Portugalczyk właśnie to zrobił. A to, iż grając z Interem przeciwko Chelsea czy w pierwszym spotkaniu mając za rywala właśnie Barcelone, nie zapominając o wcześniejszych dokonaniach jego Chelsea w LM, gdy jego team pokazał świetny futbol nawet dla najbardziej wybrednych się już nie liczy. Patrzają wszyscy ślepiami na to co Real ostatnio zagrał.
Mourinho trenerem United - 6 lat kariery - 12 pucharów - od święta koncepcja niepodobająca się żałosnym romantykom futbolu - przejście do historii.