przez Szymcio on 20 Gru 2009, 17:42
Obejrzałem sobie wczoraj Gran Torino. Długo czekałem, żeby w końcu zobaczyć ten film i na pewno nie żałuję. Ale też nie podzielam optymizmu co niektórych, że ten film to arcydzieło, i tak dalej. Jakoś ta fabuła wydawała mi się momentami zbyt papierowa, cukierkowa. Przez niemal całe życie Kowalski jest zapalonym rasistą, nienawidzi żółtych, a na końcu jest ich najlepszym przyjacielem? Dziwne. Rozumiem, Walt stał na straży sprawiedliwości, był prawdziwym facetem i nie godził się na takie akcje jak gwałcenie, czy katowanie niewinnych, ale to było solidnie przesadzone.
Jak napisał przedtem Kula, Eastwood pokazuje, jak to trzeba się zachowywać w niektórych sytuacjach, jak się nie patyczkować z frajerami. Ale bez przesady, nikt mi nie powie, że jeżdżenie po mieście z bronią, wpieprzanie się w nieswoje sprawy, notoryczne scysje z innymi ludźmi, których traktuje się jak śmieci (fakt, niektórzy na to zasługują), to coś tak świetnego, że trzeba się na tym wzorować. Nie wiem, czy gdybym teraz wziął glocka, pojechał na pierwszy lepszy róg, gdzie stoi dwóch wyrostków i zaczepia panienki, kazał im spierdalać, bo w przeciwnym razie odstrzelę ich łby, to żyłoby mi się bardziej udanie. OK., czułbym się lepiej, bo zrobiłem fajny uczynek, nie pozwoliłem szczurom bagiennym się plenić. Ale czy w tych czasach takie zachowanie jest mądre? Obawiam się, że na drugi dzień zanimbym zdążył o tym opowiedzieć dziewczynie, to miałbym sfajczoną chatę.
Żeby nie było - ten film ma swoje wartości. Pokazuje odwagę, męstwo, charakter. Bezinteresowne dobro przede wszystkim. Ale jak dla mnie, to troszkę za mało, spodziewałem się czegoś lepszego. 7/10.
- And what will you give me in return, Severus?
- Everything.