W pierwszym meczu tej grupy padł wynik 1-1. Oba zespoły mogły wygrać ten mecz, choć większy niedosyt czują pewnie Anglicy, bo stracić takiego gola zirytowało wszystkich.
Początek wymarzony dla podopiecznych Capello, szybko zdobyty gol z akcji, której schemat był powtarzany później kilkakrotnie - piłka do Heskey'a, który przyjmuje ją tyłem do bramki i stara się odegrać wbiegającemu koledze.
Kilku zawodników zawiodło, poza Greenem(

) są to wg. mnie Lampard, Milner, Carragher (w tej sytuacji, kiedy USA trafiło w słupek gracz Liverpoolu dał się minąć strasznie łatwo) no i nieco inaczej wyobrażałem sobie rolę Roo. Często wracał do środka, żeby wspierać pomoc i ogólnie źle nie było, ale w sytuacjach stykowych odpuszczał, jakby bał się urazu.
W zespole z Ameryki Północnej na największe uznanie zasługuje chyba Howard. Kilka groźnych piłek wyjął, ze strzałem Heskey'a na czele (choć swoją drogą Anglik, w sytuacji kiedy powinien zapytać, w który róg strzelać, uderzył prosto w bramkarza).
Mimo takiego rezultatu obie ekipy wydają się pewniakami do awansu.