Cały post miał być przeznaczony na Gibsona, ale dla niego dziś poświęcę ledwie część
Niesamowite emocje, arcyważna wygrana! Nienawidzę momentu, gdy czekam cały mecz na decydujące trafienie, za to kocham te chwile, gdy biegam po domu jak opętany wrzeszcząc w niebogłosy. Coś pięknego, tylko United potrafi dostarczyć takich emocji. Styl był, jaki był, każdy widział. Jednak wielkość polega na tym, aby wygrywać także wtedy, gdy nie idzie. UNITED!
VDS- bezrobotny, kiedy było trzeba to się spiął.
Fabio - bardzo fajne zawody.
Ferdinand - na swoim wysokim poziomie.
Evans - pozytywnie zaskoczył. Bardzo pewny, agresywny w odbiorze.
Oszej - poprawnie.
Valencia - tym wrzutkom jeszcze sporo brakuje, lecz ta, która zamieniła się w asystę już przypominała te za najlepszych lat.
Gibson - a więc... tak jak ostatnio było lepiej i nawet zaczęło mi się wydawać, że może z niego wyrosnąć taki Fletcher, tak dziś było żenująco. Kompletnie NIC nie wniósł dziś do gry. Ani jedno dobre podanie do przodu, słabo w destrukcji, strzały też nie siedziały. Na domiar złego Fergie na niego się uwziął i kazał mu grać do 70 minuty. Choć jakby był sprytniejszy, to by poprosił o zmianę, albo skręcił kostkę. A już wisienką na torcie była 70 minuta, 0:0 Eve przyciska, gracz niedaleko Darrona ma piłkę. A co robi Irlandczyk? Dreptu, dreptu. Nie potrafię znaleźć usprawiedliwienia dla takie postawy. Jak gra nie idzie, to przynajmniej trza zapierdalać.
Anderosn - MOTM. Zmiażdżył system. Sporo crossów na nos, masa świetnych prostopadłych piłek. Chłopak potrafi, tylko trzeba ustabilizować formę, a jestem pewny, że Ferg o to zadba.
Nani - gaśnie nam ostatnio Portugalczyk.
Rooney - sporo dziś nie wychodziło. Ale w przeciwieństwie do pana Gibsona zostawił płuca na boisku.
Hernandez - niewidoczny, nie miał zbyt wielu okazji. Jedną z nich wykorzystał i chwała mu za to.
Evra - sporo ożywienia wprowadził.
Giggs - przydał się.
Owen - również niezła zmiana.