Oto chodziło, wszyscy spodziewali się, że Liverpool urwie punkty United, ale po ciężkiej walce udało się zdobyć 3 punkty, a prezent w postaci remisu Blackburn z Chelsea był wisienką na torcie wczorajszego dnia.
Mecz rozpoczął się fatalnie, głupia strata w środku pola i 1-0 w plecy, jednak późniejszy obrót spraw miał się o wiele lepiej dla United i po meczu uśmiech nie schodził z mojej twarzy.

Patrząc na wydarzenia na boisku i wynik mecz przypominał trochę porażkę na Anfield z zeszłego sezonu tylko z zamianą ról. Wtedy Tevez wcześnie trafił do siatki, wczoraj Torres.
Liverpool po strzeleniu bramki cofnął się głęboko, co utrudniało grę w ataku, ale po bramce Parka poczułem, że teraz nie będą w stanie już wyrównać, bo dyspozycja niektórych liverpoolczyków była dużo słabsza od formy obrońców United.
Swoją drogą liczyłem, że ktoś z the Reds wyleci, żółte kartki, nerwowa atmosfera, moim faworytem był Torres, no ale cóż, zdążył się opamiętać.
Van der Sar- przy bramce bez szans, poza tym na swoim poziomie.
Neville-uważam, że jest jednym z winowajców trafienia Torresa, widział i wiedział, że musi go pokryć, a odsunął się. Poza tym jednak wszystko ok. No i przy drugiej bramce zrobił miejsce dla Fletchera idąc na obieg, odciągając tym samym obrońcę od Szkota.
Rio-Vidic- takie mecze w ich wykonaniu to jest to

Miło było patrzeć jak zatrzymywali ataki sunące środkiem i na szczęście błędów dużo nie było, a Serb w końcu nie wyleciał
Evra- nic do zarzucenia
Valencia- zapewnił karnego i poza tym grał dobrze, o niebo lepiej niż z Fulham.
Carrick-rozczarował, sprawiał wrażenie niepewnego i po jego stracie padła bramka, może potrzebna mu przerwa?
Fletcher- Szkot jest wielki! Zrobił w środku to co do niego należało i świetnie asystował przy bramce Parka.
Park- nie powalał jakimiś nieziemskimi zagraniami, ale strzelił bramkę i biegał za dwóch, a to cenię bardziej niż kręcenie nogami nad piłką.
Nani- ok, dobre akcje przeplatał gorszymi zagraniami
Roo- bramka zdobyta, choć w pewnym momencie serce mi stanęło, kiedy Reina wyczuł Wayne'a, całe szczęście, że Hiszpan beznadziejnie sparował piłkę.
I na koniec mała ciekawostka
Cytat:Sposób w jaki upadł jest dziwny. Kiedy obejrzeć powtórkę, ma się podejrzenia co do tego, w jaki sposób upadł na murawę. Za szybko sprokurowaliśmy rzut karny, ale są do niego wątpliwości. Po obejrzeniu powtórki, myślę że Valencia symulował. Jedenastka miała spore znaczenie dla tego meczu. Graliśmy dobrze i byliśmy pewni siebie, a potem jedna sytuacja wszystko zmieniła - powiedział Benitez.
:lol: