No co za ironia, tak ganiłem Rooneya za to, że zmienił styl oddawania strzałów na bramkę.

Wczoraj tak jakby wziął sobie to do serca i mało się zastanawiał przy strzale- po prostu hukał jak z armaty, gdyby tam stał kto inny, nie Friedel, to hattrick byłby. Co kolejny raz udowadnia, że kto za dużo kombinuje, ten w efekcie nic nie osiąga. Proste środki i będzie gitara, Wayne.
Ale gol Vidicia - na Sky bodajże napisali, że to była bramka strzelona przez "35+ million pounds striker". A sam nabieg do tego strzału... mmm - cudo po prostu.
Jeszcze parę słów o Giggsie - niesamowite są tego rajdy i samo to, że może i potrafi dalej tyle biegać. Ale wczoraj wkradło się sporo niedokładności w jego poczynania. Natomiast można te niedokładności wg mnie wytłumaczyć - Giggs nie uznaje "prostych" piłek, on idzie na całość. Albo świetna asysta do napastnika, albo się nie uda i piłka trafi do obrońcy. Ryzyk-fizyk. Ale ceni się to, że on jako jeden z nielicznych takie ryzyko jest w stanie podjąć i nie boi się go podjąć. Spójrzcie czasem na Gibsona - on się boi tego robić, bo pewnie zbyt dużo niedokładnych piłek równałoby się zejściu z boiska. Także chwała Ryanowi za takie próby. Jakby mu wszystko wychodziło, to ten koleś miałby po 5 asyst w meczu.
A jak chodzi o ocenę całego meczu, to zagraliśmy może nie przesadnie świetnie, ale bardzo dobrze. Środkowa pomoc przez sporą część meczu nie błyszczała specjalnie, ale za to nie pozwalała też Villi na groźniejsze ataki. Ciężar gry skupił się na Giggsie i Nanim, w pewnej mierze też na Rooneyu. Szkoda Bułgara, bo wczoraj nic mu nie wychodziło pod bramką. Ogółem - spokojne zwycięstwo.